Datum:
3. Juni 1942
Platz:
Krym
Wetter:
Klar
Zeit:
18.30
Mission:
Eskorta bombowcow nurkujacych Ju-87 atakuajcych lotnisko w Lenino
Verlauf:
Startowalismy w 12 109. Do tego na pasie staly jeszcze 4 Ju-87, wiec panowal niezly tlok. Sposrod 16 samolotow udalo sie wystartowac 15. Jedynie Leutnant Josef Heuer mial klopoty techniczne podczas odrywania sie od ziemi. Lotki przestaly reagowac i zjechal z pasa w kierunku zabudowan. W ostatniej chwili opuscil samolot, ktory wybuchl 2 sek pozniej. Leutnant Heuer nie doznal obrazen, ale dokladnych przyczyn wypadku nie da sie ustalic, gdyz z samolotu nic nie zostalo. Wybuchl pelny zbiornik paliwa...
Po starcie skierowalismy sie grupkami w kierunku celu nabierajac wysokosci. Przez dlugi czas nic sie nie dzialo, jedynie lacznosc kilka razy nawalala.
Wtedy Leutnant Kepplinger zglosil, ze widzi samoloty na 11-tej. Po chwili okazalo sie, ze jest to duza grupa bombowcow Pe-2 lecaca luzna formacja w oslonie jedynie kilku mysliwcow. My lecielismy do nich, a oni w tym samym czasie do nas, dokladnie przeciwnymi kursami...
Prowadzacy, Oberleutnant von Kleist, wydal rozkaz ataku, a sam zajal sie jedynym mysliwcem oslony, ktory nam zagrazal.
Wtedy wraz z Kepplingerem wzielismy sie za bombowce. Jeden lecial z tylu i nieco nizej, wiec wzielismy go na cel. Zrobilem szybki atak z przewyzszenia z godziny 6-tej, uzyskalem kilka trafien i przeszedlem gora szykujac sie do drugiego ataku.
Kepplinger zblizal sie od tylu, otworzyl serie z bliska i gdy przelatywal juz kolo Pe-2, uslyszalem krzyk przez radio. Juz myslalem, ze sie zderzyl, bo przelatywal bardzo blisko, ale uspokoilem sie, gdy zobaczylem, ze spokojnie odlatuje.
Wtedy przypuscilem drugi atak. Otworzylem ogien z dzialka z 300m i trafilem kilka razy w prawy pionowy statecznik, ktory rozlecial sie na kawalki urywajac jeszcze kawal statecznika poziomego. Od razu bombowiec zrzucil awarjnie bomby i gdy po przelecieniu obok niego spojrzalem do tylu, zobaczylem spadochrony. Zaloga wyskakiwala z uszkodzonej maszyny...
Na duzej predkosci poszedlem w gore i ustawilem sie do ataku na pare Pe-2, ktora leciala troche z przodu.
Szybki atak z wysokiej 3-ciej, kilka trafien w skrzydlo lewego bombowca. Poszedlem w gore nawracajac do ataku z gory z 8-mej godziny. Zszedlem troche za bardzo z tylu i wystawilem sie nieopatrznie na ostrzal strzelcow z obu bombowcow. Wszedlem na predkosci lewym lukiem na pozycje i gdy juz otwieralem ogien, uslyszalem pojedyncze lupniecie w samolot. Oddalem krotka serie, szybka beczka i juz przelecialem miedzy nimi na bezpieczniejsza pozycje. Zaczalem szukac szybko dziur w skrzydlach, ale nie bylo tam zadnych sladow. Spojrzalem do tylu, tez chyba nic ze mnie nie wycieka... Pomyslalem, ze wszystko in Ordnung. Poszedlem w gore i rozejrzalem sie za bombowcami. Jednak zanim nawrocilem do kolejnego ataku, zawuazylem, ze temperatura silnika niebezpiecznie wzrosla. Sprawdzilem ciag - 90%. Cos jest nie tak, nie powinien sie przegrzewac... Szybki rzut okiem na cisnienie oleju - spadlo znacznie ponizej normalnego ! Przerwalem podejscie, wszedlem w gleboki lewy zakret i spojrzalem przez lewe ramie...
Ciemna smuga znaczyla czyste niebo zaraz za moim samolotem...
Zredukowalem ciag, wyprostowalem, rzut oka na mape. Ponad 50 km do bazy ! Przeciez nie dolece ! 109 szybko gubi olej, a rzedowy silnik sie momentalnie zaciera. Mialem jakies 5 do 10 minut lotu, zaleznie od rozmiaru uszkodzenia. Trafienie w chlodnice oleju potrafi czasem wylaczyc silnik jeszcze szybciej, jednak mialem nadzieje, ze mnie to nie spotka. Przynajmniej jeszcze nie tym razem...
Otworzylem szybko klapy chlodnic na skrzydlach, zeby ostudzic silnik, gdyz powaznie sie grzal. Ustawilem sie na powrot do bazy i zobaczylem 1,5 km przede mna Leutnanta Kepplingera. Powiedzial przez radio, ze ma klopoty ze sterami. Slabo reaguje ster wysokosci, a ster kierunku nie dziala. Zblizalem sie powoli do niego i z odleglosci 600m zobaczylem, ze nie ma polowy samolotu ! Z calego usterzenia na ogonie pozostal tylko prawy fragment stabilizatora poziomego z kawalkiem steru wysokosci ! Nic dziwnego, ze kiepsko reagowal na ruchy sterami...
Kepplinger lecial ostroznie i radzil sobie z tak uszkodzonym samolotem nadspodziewanie dobrze.
Zajalem sie wiem moim polozeniem. Do bazy bylo daleko, silnik tracil coraz wiecej oleju, ale temperatura sie ustabilizowala. Pomyslalem, ze w tej chwili potrzebuje wiecej wysokosci, gdyz silnik niedlugo padnie. Dodalem wiec gazu do deski. Otwarta chlodnica dawala duzo i temperatura prawie nie rosla. To bylo pocieszajace, gdyz dawalo nadzieje na wycisniecie z silnika jeszcze troche zanim sie zatrze i zatrzyma na dobre.
Po chwili jednak samolot przypomnial sobie, ze zgubil juz polowe oleju i silnik zaczal jeczec. Myslalem ze to juz koniec i za minute sie zatrzyma. Spojrzalem za okno, potem na mape i zauwazylem, ze w poblizu jest lotnisko. Nie wiadomo tylko, do kogo aktualnie nalezy. Wolalem nie sprawdzac...
Kilka chwil pozniej zaczalem tracic wysokosc, a obroty ledwo przekraczaly 1.500. Wlaczylem WEP i po chwili ustabilizowalem wysokosc. Obroty trzymaly sie na 1.800 obr/min, wiec juz calkiem przyzwoicie.
Na horyzoncie pojawila sie kolejna baza. Silnik rzezil juz coraz bardziej. Nawet Kepplinger zaczal mnie wyprzedzac. Predkosc spadla do 400 km/h. Robilo sie nieciekawie... Jeszcze kilka minut i bede lecial szybowcem. Zaczalem juz sobie przypominac optymalna predkosc szybowania dla Bf-109 G2...
Gdy jek silnika zaczal przekraczac halas z tlokow, zaczalem sie delikatnie ustawiac w kierunku podejrzanego lotniska. Nie chcialem tam ladowac, tam mogli byc Rosjanie, ale powoli konczyly mi sie juz opcje...
Wtedy na horyzoncie zobaczylem blysk betonu i dachow odbijajacych promienie zachodzacego slonca. Lecialem caly czas na Zachod, wiec praktycznie pod slonce. W ten sposob dostrzeglem moje lotnisko. Bylem jakies 12-15 km od niego, wysokosc 2200 m, predkosc 390 km/h. Musialo mi sie udac !
Spojrzalem na obrotomierz. Na WEP'ie bylem w stanie zmusic silnik do 1400 obrotow. Bez niego, jedynie 1100... Nadalem do wiezy, ze bede awaryjnie podchodzil i nie wiem nawet czy dolece.
Na szczescie okazalo sie, ze mam jeszcze spory zapas wysokosci przed lotniskiem. Wysunalem kola i klapy. Jeszcze raz sprawdzilem zegary. Temperatura silnika grozila juz pozarem, oleju bylo ze 20%... Smiglo w tej chwili i tak stawialo wiekszy opor niz caignelo samolot, wiec zmniejszylem obroty. Schodzilem na nieco zbyt duzej predkosci, ale nie mialem wyjscia - mialem 1 podejscie. Posadzilem maszyne prawie w polowie pasa i nie bez klopotow, przy predkosci 220 km/h. Gdy zwolnilem juz do 40 km/h, postanowilem podkolowac jeszcze pod hangary. Samolot mial inne plany i gdy tylko zjechalem z betonu na trawe, momentalnie sie zatrzymal i stwierdzil, ze on juz nigdzie nie pojedzie. Dodalem gazu do konca, to sie na mnie wypial, brzdzeknal jeszcze kilka razy, zajeczal, buchnal na mnie z rur wydechowych i smiglo sie zatrzymalo.
Posiedzialem chwile w kabinie, zeby ochlonac po takim locie...
Zobaczylem tylko jeszcze, ze je Kipplinger podchodzi do ladowania. Wtedy odezwaly sie syreny. Nalot !
Nie moglem nawet odkolowac w bezpieczne miejsce ! Stalem na samym srodku lotniska, tuz obok pasa ! Wyskoczylem z samolotu i pognalem w kierunku schronow.
Zanim skonczylo sie bombardowanie, nikt z naszych juz nie lecial.
Zusammenfassung:
Zglaszam zestrzelenie bombowca Pe-2 i uszkodzenie innego Pe-2.
Nie wiem co sie dzialo z pozostalymi pilotami w czasie walki, gdyz ta dla mnie trwala krotko, a potem bylem zajety powrotem do bazy.
Verluste:
Oberleutnant Heinz von Kleist zostal zestrzelony podczas ataku na bombowce. Jak wynika z nasluchu radiowego, jego samolot sie zapalil, a potem najprawdopodobniej wybuchl zanim pilot zdazyl opuscic samolot.
Leutnant Josef Heuer zniszczyl doszczetnie przy starcie swoj mysliwiec. Na szczescie pilotowi nic sie nie stalo. Te nagminne awarie staja sie juz nieco podejrzane. Mozliwe, ze unika w ten sposob walki...
Haendige Unterschrift:
Horst Amberger
|