Snake-
Dołączył: 05 Lis 2001
Posty: 1695
Miasto: Warszawa
|
2003-12-13, 16:07 A bylo to tak... |
|
Lecimy sobie spokojnie nad słoneczną Francją. Pod nami bombery, a nad nami, jak się mówi, Bóg tylko i... Messerschmitty, no i trochę „baraniem szykiem” lecących „strusi” (Anglików). Nagle widzę, że jakieś dwa „Niemce” hulają bezczelnie pod naszą wiarą. Taki manewr to im na sucho przejść nie powinien. Zrobiłem zgrabny (tak mnie się przynajmniej wydawało) wywrocik i walę za „aniołkami”. Niestety – zamiast się przybliżać to się oddalam. Normalnie siódme prawo Newtona: „O ile jakiś Messerchmitt pikuje, a ty podążasz za nim w jego ślady, to na pewno nie zdążysz go dogonić” – święta prawda. Ponieważ zdrajcy zaczęli się wabić w stronę Francji, a głupich nie ma, więc posłałem za nimi trochę żelaza i obojętnie skręciłem w przeciwnym kierunku.
Rozglądam się po niebie i lekkim truchtem (wszystkie manele do przodu) podążam do bombowców. Patrzę w prawo i widzę taką scenę: 100 metrów na ogonie Spitfajera siedzi Focke-Wulf i grzeje z całej harmonii jak w kaczą... (siedzenie – sorry). Wdzięcznie przechyliłem się w tamtą stronę i za chwilę siedziałem 25 metrów za ogonem Focke-Wulfa. Niestety, Spitfajer zdążył się już zapalić, a ten skurczybyk jeszcze grzał do niego. Wpadłem w wiry i już myślałem, że mnie też któryś uprzejmie poczęstował. Myślę sobie, niech cholera weźmie, poczęstowali mię, ale tego już nie puszczę i zagrałem mu piękną melodię na tym, na czym zagrać mogłem. Delikwent się wdzięcznie zakurzył, pokazał, że palić się też umie, i ślicznie wykonanym korkociągiem, dziwnie podskakując od czasu do czasu, spłynął z widowni. Niech Hitler nad nim czuwa, jeśli potrafi.
http://www.psr.netfriend.org/mysliwcy/artykuly.php?id=78
Nie ma to jak wspominki naszych mysliwcow z WW2 
|
|